Od reformy do wielkiego kryzysu. Odbudowa polskiej waluty w oparciu o reformę Władysława Grabskiego

Rząd Władysława Grabskiego został powołany w obliczu gospodarczego chaosu i niepokojów społecznych. Zapisał się w historii jako ten, który ustabilizował polską walutę i podstawy działalności ekonomicznej. Do dymisji podał się dwa lata później. Jej powodem były, jakżeby inaczej, problemy gospodarcze.

Nowy gabinet rozpoczął urzędowanie 19 grudnia 1923 r. Inflacja w tamtym roku sięgnęła astronomicznego poziomu 35,7 tys. proc. i było jasne, że podstawowym zadaniem gabinetu będzie ustabilizowanie pieniądza. Nikt nie nadawał się do tej roli tak jak Władysław Grabski. Próbował on walczyć z inflacją już w 1920 r., najpierw jako minister skarbu, a potem premier. Nie udało się z powodu ogromnych wydatków na trwającą wojnę z bolszewikami. Grabski ponownie objął funkcję ministra skarbu w pierwszej połowie 1923 r. i wtedy przedstawił Sejmowi projekt reform podatkowych mających być podstawą reformy walutowej. Początkowo jego plan został jednak odrzucony.


Złoty mocny jak złoto
Obejmując tekę premiera w końcówce 1923 r. Grabski miał więc już gotowy program reform. Został jednocześnie ministrem skarbu, a Sejm przyznał mu na pół roku specjalne pełnomocnictwa: wszystkie kwestie związane z reformą rząd mógł rozstrzygać w drodze rozporządzeń z mocą ustawy.
Aby reforma się powiodła, konieczne było zrównoważenie finansów państwa. Miał temu służyć wprowadzony właśnie podatek majątkowy nałożony na właścicieli nieruchomości, przedsiębiorstw i gospodarstw rolnych o wartości powyżej 10 tys. franków szwajcarskich. Wpływy z niego miały wynieść 1 mld franków w ciągu trzech lat. Poza tym przewidywano zmniejszenie wydatków na kolej, wojsko, administrację i zmniejszenie kredytów banków państwowych dla firm prywatnych.
W styczniu 1924 r. rząd przyspieszył płatność raty podatku majątkowego i podniósł inne podatki, a państwowa Polska Krajowa Kasa Pożyczkowa zaczęła sprzedawać na giełdzie obce waluty, aby zahamować spadek wartości marki polskiej. Dzięki temu pod koniec stycznia kurs dolara nieco spadł, bo spekulanci zaczęli obawiać się strat.
W kwietniu powstał Bank Polski, spółka akcyjna w rękach kapitału prywatnego, który otrzymał wyłączne prawo emisji banknotów. Aby uniemożliwić drukowanie pustego pieniądza na cele budżetowe, ustanowiono limit bezprocentowych pożyczek dla rządu do wysokości 50 mln zł. Pozostawiono jednak furtkę – skarb państwa mógł emitować bilon i tzw. bilety zdawkowe (papierowe pieniądze o niewielkim nominale) do wartości 12 zł na jednego obywatela. Jak się wkrótce okazało, nie było to najlepszym pomysłem.
Nowy pieniądz – złoty polski, który zastępował markę polską, został wprowadzony do obiegu pod koniec kwietnia. Był częściowo zabezpieczony złotem i walutami wymienialnymi na złoto, a jego kurs był równy kursowi franka szwajcarskiego. Sukces rządu był niewątpliwy. Udało się ustabilizować kurs, ceny nie tylko przestały rosnąć, ale wiosną 1924 r. nastąpiła nawet pewna ich obniżka, przywrócono zaufanie do krajowej waluty, a rząd mógł liczyć na poparcie obywateli. W dodatku wszystko to udało się osiągnąć własnymi siłami, bez zagranicznych pożyczek i kredytów.


Fatalne skutki wypłaty w bilonie
Niestety, koniunktura gospodarcza wkrótce się pogorszyła. Okazało się, że przy kursie złotego równym frankowi szwajcarskiemu produkcja polskiego przemysłu nie jest konkurencyjna dla zagranicznych odbiorców. Wcześniej eksporterzy zarabiali na premii inflacyjnej i nie zwracali uwagi na koszty wytwarzania. W nowej sytuacji nie mogli sprzedawać za granicą tak tanio jak do tej pory, a popyt w kraju też zaczął maleć. Nastąpił spadek produkcji, a próby zwiększanie wydajności wywoływały opór robotników. Wpływy z eksportu malały też w związku ze spadkiem światowych cen węgla i cukru, ważnych towarów dla naszego bilansu handlowego. Rosły za to wydatki na import i to nie tylko towarów przemysłowych. Słabe zbiory w 1924 r. skutkowały bowiem zwiększeniem zakupów zboża za granicą.
Bilans handlowy pogorszył się jeszcze po wybuchu wojny celnej z Niemcami. W 1925 r. wygasło zapisane w traktacie pokojowym zobowiązanie, by towary sprowadzane z krajów zwycięskiej Ententy (co obejmowało też Polskę) korzystały z tzw. klauzuli najwyższego uprzywilejowania, czyli warunków nie gorszych od zaoferowanych jakiemukolwiek innemu państwu. Zakończył się też okres wwozu do Niemiec bez cła produktów przemysłu Górnego Śląska. Nowego porozumienia, z uwagi na wygórowane żądania Niemiec, nie udało się osiągnąć. W efekcie Niemcy zakazały przywozu węgla z Polski i wprowadziły wysokie cła na wiele innych towarów. Polska wprowadziła analogiczne restrykcje, ale o ile obejmowały one tylko 3 proc. całego eksportu Niemiec, o tyle w przypadku naszego kraju cła obejmowały aż 27 proc. eksportu.
Rosnące ujemne saldo bilansu handlowego oznaczało odpływ dewiz. Pogorszyła się też sytuacja budżetu. Wpływy z podatków okazały się mniejsze od planowanych. Ściągalność mającego stabilizować budżet podatku majątkowego, która dla pierwszej jego raty płatnej w marcu 1924 r. wyniosła 80 proc., dla raty grudniowej sięgnęła już tylko 30 proc. Podwyżka innych podatków zrujnowała wiele małych biznesów, spadała też produkcja przemysłowa. W tej sytuacji rząd finansował wydatki korzystając z pozostawionej mu, wspomnianej wcześniej furtki, w postaci emisji bilonu i biletów zdawkowych. Zdarzało się, że urzędnicy dostawali całą wypłatę w „brzęczącej monecie".


Panika bankowa
Wróciła inflacja, a na giełdach zagranicznych spadała wartość złotego. Chociaż oficjalny kurs dolara wynosił w kraju cały czas 5,18 zł, to za granicą pod koniec lipca 1925 r. żądano już 5,8–6 zł. Pamięć o niedawnej hiperinflacji była jeszcze całkiem świeża i ci, którzy mieli oszczędności, zaczęli wypłacać je z banków i zamieniać na złoto i dolary. W sierpniu spadek wkładów w bankach sięgnął 30 proc., pojawiły się plotki o grożącej bankom niewypłacalności. W następnym miesiącu rozpoczęła się prawdziwa panika bankowa.
3 września zawiesił wypłaty i został oddany pod nadzór sądowy Bank dla Handlu i Przemysłu w Warszawie, zbankrutował też niewielki Bank Przemysłowców Radomskich. Następnego dnia pod nadzór sądu trafił Warszawski Bank Zjednoczony. W następnym tygodniu upadł jeden z banków we Lwowie, a dwa kolejne i wszystkie banki krakowskie stanęły w obliczu runu klientów.
W sytuacji masowych wypłat depozytów żaden bank nie przetrwa bez zagwarantowania mu płynności przez bank centralny. Tymczasem Bank Polski, który początkowo zapowiedział taką pomoc, po tygodniu się z niej wycofał, uzasadniając to pogłoskami, że banki wykorzystują przyznane środki na spekulacyjny zakup dolarów. A panika rozszerzała się na kolejne miasta i powodowała zawieszanie wypłat przez kolejne banki.
Pomocą dla banków musiał zająć się rząd, który omawiał odpowiednią ustawę w październiku 1925 r. Jednak 11 listopada Bank Polski, interweniujący do tej pory na zagranicznych giełdach w celu podtrzymania kursu złotego, zrezygnował z dalszej wyprzedaży walut. W odpowiedzi na ten krok gabinet Władysława Grabskiego dwa dni później podał się dymisji.


Koniunktura dla piłsudczyków
Choć już jesienią 1925 r. widać było pierwsze oznaki poprawy – znowu pojawiła się nadwyżka w handlu zagranicznym w wyniku powrotu inflacyjnej premii eksportowej, a w lutym następnego roku ustabilizował się kurs złotego – to recesja w końcówce rządów premiera Grabskiego miała istotny wpływ na sukces przeprowadzonego w maju 1926 r. przewrotu marszałka Józefa Piłsudskiego. Niezadowolenie społeczne było ogromne. Początek 1926 r. upłynął pod znakiem strajków i protestów, często krwawych starć z policją robotników i bezrobotnych.
Po zamachu majowym sytuacja gospodarcza początkowo sprzyjała nowej władzy, jej zwolennicy chętnie głosili więc, że to dzięki nowym rządom nadeszła poprawa. Inflacja po wprowadzeniu złotego okazała się przejściowa, a dzięki poprawie światowej koniunktury rósł polski eksport. W efekcie wojny celnej z Niemcami producenci z Górnego Śląska nawiązali stosunki gospodarcze z innymi partnerami, co pozwoliło rozbudować sektory dotychczas zaniedbane. W drugiej połowie 1926 r. miał miejsce strajk angielskich górników, co ułatwiło polskim kopalniom wejście na rynki skandynawskie. W 1927 r. ostatecznie ustabilizowano złotego, nowy parytet wyniósł 5924 zł za 1 kg czystego złota, co przekładało się na 1,72 zł za 1 franka szwajcarskiego i 8,91 zł za 1 dolara.
Gospodarka rozwijała się szybko. O ile na świecie w latach 1926–1929 produkcja przemysłowa wzrosła o 19 proc., o tyle w Polsce wzrost wyniósł aż 41 proc. Koniunktura sprzyjała inwestycjom. Największe prowadził rząd (port w Gdyni, fabryka nawozów azotowych w Mościcach), ale starał się aktywizować kapitał prywatny. W 1927 r. zwolniono z podatków i opłat przedsiębiorstwa tworzone lub rozbudowywane na terenie portu w Gdyni, ulgi mieli też inwestorzy w wybranych regionach, szczególnie w tzw. trójkącie bezpieczeństwa w widłach Wisły i Sanu.
Rząd mógł być zadowolony. Chociaż polityka gospodarcza się nie zmieniła, ludzie coraz lepiej zarabiali, przybywało miejsc pracy, podnosił się poziom życia. W 1928 r. odnotowano szczytowy poziom produkcji przemysłowej i najniższe bezrobocie. Lepiej żyło się nawet na wsi, gdzie rosnące dochody pozwalały zaciągać pożyczki na zakup nowych gruntów i maszyn w celu zwiększenia produkcji.
Jesienią 1928 r. spadły jednak ceny artykułów rolnych. Interpretowano to jako zjawisko sezonowe. Nikt też specjalnie nie przejął się osłabieniem koniunktury w branży włókienniczej i odzieżowej wiosną następnego roku, bo zima była długa i surowa. Przemysł ciężki pracował pełną parą, ale rosły zapasy. Wszystkie te sygnały traktowano jako zjawiska przejściowe, panował ogólny optymizm.
Kiedy w czwartek 24 października 1929 r. w dalekim Nowym Jorku w wyniku panicznej wyprzedaży doszło do krachu na giełdzie, nikt nie zdawał sobie sprawy, że właśnie zaczął się ogólnoświatowy kryzys, który w Polsce miał potrwać sześć długich lat.






Wprowadzony dekretem z 17 kwietnia 1924 r. złoty miał wartość 0,29 gr czystego złota, a jego kurs oparto na parytecie franka szwajcarskiego (1 zł = 1 frank). Oznaczało to, że 1 kg złota można było kupić za 3444 zł. Wyłączne prawo emisji pieniądza miał nowo powołany prywatny, niezależny od rządu, Bank Polski. Emitowane pieniądze miały być zabezpieczone przechowywanym w skarbcu złotem i walutami zagranicznymi wymienialnymi na złoto do wysokości 30 proc. emisji. Pozostałe 70 proc. emisji miało mieć pokrycie w zasobach srebra, wekslach handlowych oraz innych walorach. Kurs nowej polskiej waluty do amerykańskiego dolara wynosił: 1 USD = 5,18 zł. Wymiana dotychczasowych marek polskich odbywała się w stosunku 1 zł = 1,8 mln marek i miała potrwać do 1 lipca 1924 r.
***
Przy pracy nad artykułem korzystałem z książek „Historia gospodarcza Polski” Andrzeja Jezierskiego i Cecylii Leszczyńskiej, „Gospodarka Drugiej Rzeczypospolitej” Zbigniewa Landaua i Jerzego Tomaszewskiego oraz monografii "Bankowość prywatna w II Rzeczpospolitej" Wojciecha Morawskiego.
***********